Wybuch powstania w Warszawie był przede wszystkim konsekwencją tego, co działo się wcześniej. Przez pięćdziesiąt dziewięć miesięcy, tysiąc siedemset dziewięćdziesiąt sześć dni życia i śmierci w okupowanym mieście. Ci, którzy przetrwali do i sierpnia 1944, pragnęli odwetu.
Rosła w siłę Polska Podziemna. Tych, którzy padli, natychmiast zastępowali inni. Cios oddawano ciosem. Ginęli zdrajcy. Polała się krew okupacyjnych dygnitarzy zła. Wypadały z szyn pociągi wroga. Dała o sobie znać Polska Karząca. Psychoza strachu wdarła się w szeregi zbrodniarzy.
Po likwidacji ludności żydowskiej całkowicie puste getto zaczęto wykorzystywać jako teren krwawej rozprawy z Polakami. „Usprawniono” masowe zabijanie. Zamiast wozić ofiary pod Warszawę, mordowano teraz w gruzach, kilkaset metrów od bramy więziennej. Jednego dnia, 30 maja 1943 roku, stracono tam np. blisko 600 więźniów Pawiaka.
14 kwietnia 1944 wśród 163 osób zamordowano dwóch moich braci – Zbyszka i Jaśka.
Przypominam to wszystko, bo wiem, że wybuch powstania w Warszawie był przede wszystkim konsekwencją tego, co działo się tu wcześniej. Przez pięćdziesiąt dziewięć miesięcy, tysiąc siedemset dziewięćdziesiąt sześć dni życia i śmierci w okupowanym mieście. Ci, którzy przetrwali do 1 sierpnia 1944 roku, pragnęli odwetu. Jak w hymnie Polski Podziemnej:
Godzina pomsty wybija
Za zbrodnie, mękę i krew.

Do broni! Jezus, Maryja! Żołnierski woła nas zew.
Mimo zakazu braci – żadne konspirowania! – nie wyobrażali sobie dalszego pozostawał pod parasolem ochronnym.
Mam szesnaście lat. Jestem sil sprawny, najwyższy czas coś rot
I zacząłem. We wrześniu 194 złożyłem przysięgę. Serce biło j szalone, gdy wyprężony na baczność, powtarzałem za dowódcą
W obliczu Boga Wszechmogące I Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej, Przysięgam być wiemy ojczyźnie 1 Rzeczpospolitej Polskiej.
Stać nieugięcie na straży Jej honoru O wyzwolenie z niewoli Walczyć ze wszystkich sił Aż do ofiary mego życia.
Zostałem żołnierzem konspira Plutonu 225 żoliborskiego obwodu AK „Żywiciel”. Drżyjcie Niemiachy.
Tyle się działo! Szkolenie strzeleckie, nauka o broni, o walkach w mieście, ćwiczenia praktyczne w terenie. I wreszcie podchorążów! pod komendą wspaniałego dowódcy rotmistrza Adama Rzeszotarsk go „Żmii”. Piękny prezent na osiemnastolecie – stopień kaprala podchorążego. A wkrótce – dowódca drużyny w plutonie 238.
