1 listopada 1918 roku między godziną 2 a 3 w nocy ukraińscy spiskowcy ruszyli do akcji. Zajęli Namiestnictwo, ratusz, Dworzec Główny, Pocztę Główną, Komendę Miasta, cytadelę, koszary Ferdynanda, Jabłkowskich, Piotra i Pawła oraz domy przy ul. Kazimierzowskiej i Kurkowej. Zapewnili sobie też neutralność oddziałów austriackich i węgierskich. 0 świcie na ratuszowej wieży powiewał już niebiesko–żółty sztandar. Na ulicach pojawiły się ukraińskie patrole rewidujące przechodniów oraz grupy żołnierzy na ciężarówkach, którzy strzelali w powietrze, aby zastraszyć Polaków i odwieść ich od ewentualnego opono. Polacy zostali całkowicie zaskoczeni. Zasnęli w polskim Lwowie, a obudzili się w ukraińskim. Jan Rogowski, ekslegionista z II Brygady, wspominał: „Doszedłem do pl. Kapitulnego i wtedy ujrzałem, że z wieży ratuszowej zwieszają się wielkie żowtosine chorągwie. Jakie uczucia zatargały wówczas sercem, trudno opisać. Były to uczucia zdumienia, poniżenia, gniewu (…) Żołnierze ukraińscy strzelają w górę z karabinów dla rozpędzenia publiczności. Kobiety uciekają, kryją się we wnętrzu katedry (…) Widzę twarze ludzi blade, chmurne, oczy przygasłe, rozgorączkowane, niepewność lub przestrach nawet malują się w każdym ruchu”. Nie mniej dramatycznie odmalował nastrój tego poranka w dniu Wszystkich Świętych poeta Stanisław Rossowski: „To było jakby w głowę/Uderzenie obuchem – ono zaranie/ Oślizgłe, we mgle – pierwsze listopadowe/(…) – Skurcz chwytał ludzi za gardło/1 bladością pokrywało się lice/ (…) Gdy półgłosem jeden drugiemu zwierzał tajemnicę/ Jaką ta noc miniona przyniosła:/ „Lwów nam zabrano, skradziono!”.
Wkrótce jednak szok ustąpił miejsca woli walki. Członkowie organizacji konspiracyjnych, byli żołnierze Legionów i armii austriackiej, studenci, uczniowie, harcerze – sławne lwowskie Orlęta, spontanicznie zgłaszali się do siedzib polskich instytucji. W chwili ukraińskiego wystąpienia zorganizowane grupy bojowców znajdowały się w Domu Akademickim (przy zbiegu ul. Łozińskiego i Senatorskiej), gdzie zebrali się peowiacy i pekawiacy, Domu Techników (ul. Issakowicza 18) i Szkole Sienkiewicza (ul. Polna 23), gdzie stacjonował osiemdziesięcioosobowy oddział kpt Zdzisława Tatar-Trześniowskie-go, podległy kpt Kamińskiemu. Właśnie Szkoła Sienkiewicza pierwsza (ok. godz. 10) stawiła opór Ukraińcom, odpierając atak kiłkuc żołnierzy wspieranych przbin maszynowy.
Patriotyczne ubrania kupisz w sklepie internetowym tutaj.
Wieść o tym lotem błysł obiegła miasto i podniosła n chu lwowskich Polaków. „Le niści bronią się w Szkole Sitkiewicza – podawano sobie szeptem z ust do ust. Całe popołudnie spędziliśmy w nastroju wielkiego podniecenia i rozgorączkowania” – relacjonował Jan Rogowski. Energią zaimponował pchor. Ludwik Wasilewski z POW. Skrzyknął kilkudziesięciu podkomendnych, zdobył broń i zorganizował na Politechnice Lwowskiej punkt mobilizacyjny. Zebrani przezeń ochotnicy wzmocnili załogę Domu Techników, w pobliżu którego trwały potyczki z patrolami ukraińskimi.
Około godz. 7 rano w Domu Aka demickim zebrali się liderzy grup zbrojnych. W obawie przed atakiem wkrótce przenieśli się do prywatnego mieszkania na ul. Fredry. Początkowo komendę powierzono kpt. Władysławowi Jaksie-Rożenowi, który miał zebrać ochotników i opanować składy broni na Dworcu Czerniowieckim (towarowym). Niestety, akcja spaliła na panewce i ok. godz. 11 dowództwo obrony Lwowa objął kpt Czesław Mączyński z PKW. Funkcje w sztabie, nazwanym później Naczelną Komendą Obrony Lwowa, pełnili oficerowie z POW i PKW.
Nocą z 1 na 2 listopada obrońcy odnieśli kolejny sukces. Kpt. Tatar-Trześniowski, który po południu podporządkował się kpt. Mączyńskiemu, śmiałym wypadem zajął kwatery 130. baterii artylerii w Rzęśnie Polskiej.
Po pierwszym dniu walk górą byli Ukraińcy, którzy łatwo zrealizowali swój plan zajęcia strategicznych obiektów. Jednak dysponując skromnymi i rozproszonymi siłami, nie byli w stanie w pełni kontrolować miasta, zwłaszcza jego zachodniej części. Nie zdawali sobie też sprawy z siły patriotycznego zapału, jaki ogarnął lwowskich Polaków.
