Dla Polaków marzących o niepodległości wybuch pierwszej wojny światowej był darem niebios. Zaborcy skoczyli sobie do gardeł i sprawa polska, zdawałoby się dawno pogrzebana, powróciła na arenę wielkiej polityki. Pomogły w tym starania polskich polityków różnych obozów i tych, którzy (jak Dmowski) orientowali się na Rosję, a później na mocarstwa zachodnie, i tych, którzy (jak Piłsudski) wystąpili u boku państw centralnych, W1917 roku klęski wojenne i rewolucyjne paroksyzmy wyeliminowały z gry Rosję. Jesienią 1918 roku zaś widmo porażki zajrzało w oczy państwom centralnym, wyniszczonym ekonomicznie i targanym niepokojami wewnętrznymi. Chwiała się zwłaszcza wielonarodowa monarchia habsburska, której zabrakło autorytetu długowiecznego cesarza Franciszka Józefa. Gwoździem do jej trumny stała się ogłoszona przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa Woodrowa Wilsona zasada samostanowienia narodów. Austro-Węgry „pruły się po szwach narodowościowych” niczym stara koszula.
W autonomicznej Galicji Polacy przeważali liczebnie. Według spisu •powszechnego z 1910 roku stanowili 47.6 proc. ludności, podczas gdy Ukraińcy 40,3 proc, Żydzi 10,9 proc, Niemcy, Czesi i inni 1,2 proc. Na wschodzie kraju wszakże zdecydowanie przeważała ludność ukraińska – ponad 70 proc, wobec ok. 14,5 proc. Polaków. Ale obie nacje uważały tę ziemię za swoją. Konflikt był więc nieunikniony.
Tlił się on zresztą od dawna. Ukraińcy od końca XIX wieku protestowali przeciwko polskiej dominacji, czego przejawem było zabójstwo namiestnika Andrzeja Potockiego w 1908 roku. Elity ukraińskie myślały nawet o przekształceniu ziem etnicznie ukraińskich: Galicji Wschodniej i Bukowiny, w odrębny kraj koronny. W1914 roku, wzorem Legionów Polskich, powstał Legion Ukraińskich Strzelców Siczowych, który walczył u boku armii austro–węgierskiej. Na galicyjskich Ukraińców zaraźliwie działał też przykład rodaków z Naddnieprza – skorzystali oni z rosyjskiego chaosu i utworzyli w Kij owie własne państwo.
Politycy ukraińscy liczyli na przychylność Wiednia. Sprzyjał im fakt, że galicyjscy Polacy gremialnie odwrócili się od Habsburgów po ujawnieniu zapisów pokoju brzeskiego z lutego 1918 roku, w którym Austro–Węgry zgodziły się oddać Ukrainie Naddnieprzańskiej Chehnszczyznę i część Podlasia. W całej Galicji protestowano przeciwko „czwartemu rozbiorowi Polski”, a część Polskiego Korpusu Posiłkowego wymówiła posłuszeństwo Austriakom i przedarła się przez front. Polacy coraz głośniej domagali się połączenia z rodakami z Królestwa.
W październiku 1918 roku historia gwałtownie przyspieszyła. Niemcy przegrywały na Zachodzie i stały w obliczu rewolucji. Austro-Węgry zaś rozpadały się. Rada Regencyjna w Warszawie proklamowała niepodległe państwo polskie, a galicyjscy posłowie do austriackiej Rady Państwa uznali się za obywateli polskich. 28 października w Krakowie powstała Polska Komisja Likwidacyjna, która zapowiedziała przejęcie władzy nad Galicją.
Ukraińcy nie zamierzali biernie przyglądać się poczynaniom Polaków. Na zjeździe przedstawicieli partii politycznych i organizacji społecznych, który odbył się 18 – 19 października 1918 roku we Lwowie, ukonstytuowała się Ukraińska Rada Narodowa. Uchwaliła powstanie niepodległego państwa ukraińskiego obejmującego Galicję Wschodnią, północną Bukowinę i Ruś Zakarpacką oraz zarządziła przygotowania do przejęcia władzy. Zadanie to powierzono rozbudowywanej od jesieni 1917 roku konspiracji wojskowej, w której prym wiedli oficerowie Legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych. W zbliżającej się batalii o Lwów ważną rolę mieli odegrać strzelcy siczowi, którzy stacjonowali na Bukowinie, oraz ukraińscy żołnierze z jednostek austriackich.
29 października do Lwowa przybył sotnik (kapitan) USS Dmytro Witowśkyj i objął przywództwo spisku. Opracował plan ataku na strategiczne punkty w mieście: Dworzec Główny, gmach Namiestnictwa, cytadelę, koszary wojskowe. Mógł liczyć na 1000 – 1500 żołnierzy i kilka setek cywilów. Rozkazy o wystąpieniu zbrojnym przesłano również do komórek ukraińskiej konspiracji w Przemyślu, Stryju, Samborze, Złoczowie, Stanisławowie, Tarnopolu, Rawie Ruskiej i Czerniowcach. Legion USS wezwano do Lwowa.
Do antyaustriackiej akcji we Lwowie szykowali się też Polacy, ale tym działaniom brakowało dynamiki i przywódcy, choćby takiego jak gen. Bolesław Roją, który 31 października zmusił do kapitulacji austriacki garnizon w Krakowie. Mimo że 20 października Rada Miejska uchwaliła akces do państwa polskiego, lwowianie jakby czekali, aż niepodległość przyjdzie do nich sama. Wmieście działała konspiracja wojskowa, lecz była nieliczna i podzielona. Największa Polska Organizacja Wojskowa, dowodzona przez porucznika Ludwika de Laveaux, miała ok. 300 – 400 członków. Z peowiakami współdziałał Związek Wolność chorążego Aleksandra Krona, który zrzeszał Polaków służących w armii austriackiej. Około 100 – 200 byłych oficerów i żołnierzy Polskiego Korpusu Posiłkowego grupowała organizacja kpL Antoniego Kamińskiego, podległa Radzie Regencyjnej. Podobne rozmiary osiągnęły związane z obozem narodowym Polskie Kadry Wojskowe kpt. Czesława Mączyńskiego. Ogółem było to więc 700 – 800 ludzi, częściowo nieprzeszko-lonych i marnie uzbrojonych. Jak na ok. 140 tys. Polaków mieszkających wówczas w mieście nad Pełtwią nie była to, mówiąc eufemistycznie, liczba imponująca.
Sklep z odzieżą narodową dostępny tutaj.
Trudno też pojąć, dlaczego polskie elity zlekceważyły ukraińskie przygotowania do przejęcia władzy. Być może zaważyło na tym poczucie wyższości i protekcjonalny stosunek do Rusinów, jak nazywano wówczas Ukraińców. Nie spodziewano się, że zdobędą się oni na zdecydowane działanie wmieście, w którym stanowili znikomą mniejszość. Sygnały o rosnącej aktywności ukraińskiej zaniepokoiły por. de Laveaux, który 31 października zainicjował spotkanie dowódców polskich organizacji wojskowych. Gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania, a wtedy było ich pięciu… Kpt. Mączyński i kpt. Kamiński zbagatelizowali zagrożenie. Doszło też do ambicjonalnego sporu o dowództwo. Kolejne spotkanie, zorganizowane późnym wieczorem w Domu Akademickim, również nie doprowadziło do konkluzji. Kpt. Mączyński zakończył je słowami: „Teraz idziemy spać, a o 7.00 się zobaczymy”. Nie przeczuwał, że przez kilka godzin sytuacja zmieni się diametralnie.
