Na północy Tuchaczewski w ciągu czterech tygodni odbudował stany i morale swych oddziałów. Wzmocniony nowymi jednostkami font zachodni 4 lipca rozpoczął ofensywę pod hasłem „Na Wilno – Mińsk – Warszawę”. Na sześć polskich dywizji nad Autą i górną Berezyną uderzyło trzynaście dywizji strzeleckich i 3 Korpus Konny (dwie dywizje jazdy). Podoficer Antoni Jędrzejczak tak opisał natarcie mas rosyjskiej piechoty: „Biegli jeden obok drugiego, jeden za drugim. Na ich miejsce szły nowe zastępy. Ramię w ramię.
Głowa przy głowie. Nas była garstka. Staliśmy w okopach w odległości 4 – 5 metrów jeden od drugiego. Wiedzieliśmy, że w walce na bagnety przetoczą się przez nas jak lawina (…) Pierwsza i druga linie bolszewików zaczęły topnieć jak śnieg na wiosnę, ale następne szły po trupach swoich towarzyszy uparcie i z krzykiem urra zbliżali się do naszych okopów Szli jak pijani, wymachując karabinami i dodając sobie ducha dzikim okrzykiem urra. Stałem w okopie, szybko mierzyłem i oddawałem strzał”.
Polacy przegrali bitwę nad Autą (4-5 lipca) i zostali zmuszeni do odwrotu na linię okopów niemieckich z pierwszej wojny światowej. Gen. Szeptycki popełnił jednak błąd, odsłaniając kierunek na Wilno. Operujący tutaj 3 Korpus Korni}’ nie napotkał większych oddziałów polskich i posuwał się szybko na zachód, stale zagrażając obejściem lewego skrzydła 1 Armii. Próby stabilizacji frontu były w tych warunkach skazane na niepowodzenie. 11 – 14 lipca stoczono bitwę o Wilno, którą Polacy przegrali. Obrona linii Niemna załamała się po ciężkich walkach 23 lipca, kiedy zdemoralizowana 11 Dywizja Piechoty opuściła okopy.
Oddziały polskie cofały się nadal. Niepowodzenia i duże straty osłabiały morale wojsk walczących na północy. W szeregi wkradał się chaos zniechęcenie, żołnierz był wyczerpany walkami. Dowódca 10 kompanii 13 Pułku Piechoty por. Stanisław Dembowski tak opisał ostatni etap odwrotu na Warszawę: „Był}- to szeregi przypominające armie Napoleona podczas odwrotu spod Moskwy. Duch co prawda panował inny, gdyż byliśmy świadomi celu swych poświęceń i dążeń, choć żołnierz był mocno zniechęcony i zdemoralizowany ciągłym odwrotem, a tylko iskierka nadziei tliła się i trzeba było wciąż u podwładnych rozdmuchiwać tę iskrę i podniecać żar zapału i wytrwałości. Dochodziło do tego, że żołnierze mawiali, że jak stolica padnie, to nic innego nie pozostanie, jak wywędrować na zachodnie nasze kresy i albo tam ostatecznie się bronić, albo kapitulować, lub z bronią w ręku zwartym oddziałem przedrzeć się przez granicę”.
Naczelny wódz planowi uderzenie z rejonu Brześcia nad Bugiem na lewe skrzydło prących na Warszawę wojsk Tuchaczewskiego. Aby sformować grupę uderzeniową, należało wycofać część wojsk z Galicji, jednak było to możliwe tylko przy rozbiciu 1 Armii Konnej.
Patriotyczne polskie pamiątki sprawdź tutaj.
